Spike Lee nie może doczekać się premiery swojego "Da 5 Bloods". Premiera już 12 czerwca na Netflix!

Dodano 2020/06/08 365 0

Pierwsze filmy Spike'a Lee (wtedy i dzisiaj sygnowane niezmiennie jako Spike Lee joint) były pod wieloma względami przełomowe. Silnie oddziaływały na widza masowego, ale też tego pojedynczego. Zmieniły również obraz kina zaangażowanego w sprawy czarnoskórej społeczności w Ameryce. Ale nie tylko. Mówiły o rzeczach ważnych, najczęściej jednak wskazywały różnice społeczne, piętnowały segregacje. "Ona się doigra", "Rób, co należy", "Crooklyn", "Clockers" towarzyszyły  i wypełniały moją knofilską edukację. Po dziś dzień są charakterne i drzemie w nich ogromna siła.


Spike Lee nigdy nie zwalniał tempa. Wprawdzie ostatnimi laty stępił swój pazur, a i wspomniany joint jest jakby z gorszego sortu skręcony. Być może zapowiadany tak hucznie przez niego samego "Da 5 Bloods" (polski tytuł „Pięciu braci”) to zmieni? Przypomnę, że film, który ma zadebiutować na platformie Netflix opowiada o czwórce czarnoskórych przyjaciół, którzy w czasie wojny w Wietnamie zostawili tam cząstkę siebie. Teraz, jako weterani -  Paul (Delroy Lindo), Otis (Clarke Peters), Eddie (Norm Lewis) i Melvin (Isiah Whitlock, Jr.) wracają w starą strefę konfliktu amerykańskiego. Ściągnięci są marzeniem znalezienia zakopanego skarbu, ale też przywiedzeni chęcią znalezienia szczątków  poległego dowódcy drużyny (Chadwick Boseman).


Na miejscu czeka ich wiele wspomnień, ale też garść ponurych refleksji na temat kraju, w który wdepnęła lata temu amerykańska armia. Ślady pozostały po dziś dzień, mężczyźni będą musieli na nowo się ukształtować, pomimo zaawansowanego już wieku. 


„Da 5 Bloods” ma być powrotem Spike'a Lee do tematów palących, przede wszystkim jeżeli chodzi o jego ojczyznę (angażowanie się rządu USA w różne ogniska zapalne, które to działania są różnie odczytywane przez jej własnych obywateli) . Osobiście czuję (oraz mam duże pokłady nadziei), że „Da 5 Bloods” będzie filmem niezwykłym, mocnym, angażującym i mocno wzruszającym.


Za warstwę muzyczną odpowiada Terence Blanchard, etatowy współpracownik Spike'a. Przy jego filmach zdobył szereg nagród, w tym nominację do Oscara za "Czarne bractwo. BlacKkKlansman" z 2018 roku. Regularnie również odbiera nominację za muzykę na festiwalu Black Reel Awards (cztery na sześć nominacji to filmy Spike'a Lee). Autor muzyki jest oczywiście niezwykle ważny, ale mnie bardziej intryguje dobór piosenek na soundtrack. Dla Lee było to od zawsze bardzo ważne, więc mam nadzieję, że i teraz usłyszymy zestaw "wietnamskich" szlagierów. Za zdjęcia natomiast odpowiada Newton Thomas Sigel, uznany operator, który stoi za kamerą od początku lat 80. Wystarczy wspomnieć kilka filmów, gdzie trzymał pieczę nad zdjęciami: "Bohemian Rhapsody", "Drive" czy "Podejrzani". "Da 5 Bloods" zapowiada się więc na jedną z ważniejszych tegorocznych premier z platformy Netflix. 

Komentarze

Brak komentarzy