"Rojst'97" jeszcze lepszy niż sezon pierwszy. RECENZJA.

Dodano 2021/07/07 1204 0

Nie wiem ilu czytelników pamięta 1997 rok, ale to wtedy Polskę nawiedziła powódź, która później została nazwana powodzią tysiąclecia. Natura upomniałą się o swoje, a w kraju, gdzie wszystko było robione w czasach transformacji na patencie, lepione na gumę do żucia i opracowywane na kolanie, wyszło na wierzch wiele przysłowiowych trupów. Osiedla budowane na terenach zalewowych, źle przygotowane plany awaryjne, nieprzygotowane służby, które musiały się zmierzyć z klęską żywiołową. Powódź zabrała całe majątki, pozbawiła ludzi domów, zabrała rzecz jasna wiele żyć. Wskutek powodzi zginęło 56 ludzi, ale dobytek straciło prawie 7000 mieszkańców terenów, na które wtargnęła woda. Co było później? Relacje, walka ze skutkami zniszczeń, dziennikarka Maria Wiernikowska robiła swoje słynne reportaże "Widziałam". Taki oto krajobraz po bitwie wybrali twórcy serialu "Rojst", jako tło dla swojego "Rojst'97".

uploaded picture Wracamy do miasta my, widzowie. Wracają starzy znajomi, ale i mamy nowych przyjezdnych. Są również ci, którzy nigdy nie wyjechali jak redaktor Wanycz, który jest już na emeryturze i wciąż spogląda na las na Grontach, Spogląda i wspomina, a akcja jeszcze częściej niż w pierwszym sezonie powraca do niechlubnych wydarzeń z 1945 roku. Wśród powracających mamy oczywiście Piotra Zarzyckiego, który ponad dekadę wcześniej uwikłał się w romans z wdową po prominentnym działaczu, a teraz powraca na stare śmieci z dorastającą córką i żoną, z którą od tamtego czasu już nigdy nie ułożyło mu się dobrze. Jednak główną bohaterką jest Anna Jass (Magdalena Różczka), policjantka z dużego miasta, która do fikcyjnego serialowego miasteczka została niemalże zesłana. Na komisariacie, który nigdy z PRL-u nie wyszedł muszą się teraz męczyć z ambitną policjantką, której nie zadowalają proste rozwiązania, a już na pewno nie przejdzie obok szybkich kwalifikacji zgonów, jak utonięcie 12-letniego chłopca, które inicjuje akcję "Rojst'97". Chłopak zostaje odnaleziony z wodą w płucach, a że zbiega się to z przerwaniem wałów, w mig zostaje opisany jako topielec. Jednak Jass szybko dostrzega nowe fakty, a przerwanie wałów jakimś cudem spowodowało, że katastrofy uniknął plan budowy nowych domków jednorodzinnych. Deweloper może więc funkcjonować w najlepsze, ale miasto jest zalane, a życie stracił dzieciak. Wszystkie wydarzenia, śmierć, demony przeszłości, wspomnienia wojenne lawirują wokół głównych postaci. Losy Zarzyckiego, Jass i Wanycza łączą się w nitki i i sprawnie zmierzają do finału, dramatycznego, ale też dającego nadzieję na trzeci sezon.

uploaded pictureaki jest tak naprawdę "Rojst'97"? Jest lepiej napisany. Ogrodnik został nieco odstawiony na bok, a aktorzy na drugim i trzecim planie są jeszcze bardziej charakterni. Akcja angażuje z pewnością mocniej, szczególnie widzów, którzy dorastali w latach 90. Dlaczego? Ponieważ "Rojst'97" to taka kryminalna pigułka ówczesnej Polski i tematy, które mocno żyły w przestrzeni publicznej. Pamiętacie z pewnością pierwsze spektakularne porwania dzieci biznesmenów, albo nagonki na społeczność romską? Tutaj jest wszystko to, co mogliśmy zobaczyć w wiadomościach o godzinie 19:30 na starym dobrym TVP. "Rojst'97" to doskonałe przedstawienie czasu i miejsca, ale też bardzo dobra intryga kryminalna. Obecnie to jeden z lepszych polskich seriali w ogóle. Świetnie przygotowane scenogtrafie, fantastycznie odwzorowane lokacje, pomieszczenia, rzut nostalgią prosto w podświadomość widza (kto nie miał kasety magnetofonowe zespołu "Kaliber 44"?). "Rojst'97" urzeka więc klimatem, atmosferą, jest zabawniejszy miejscami niż część pierwsza, ma fantastyczne aktorstwo i tylko sześć odcinków. Nie dłuży się i nie nudzi. Polecamy.



Komentarze

Brak komentarzy