Nowy "Mortal Kombat" z pierwszymi zdjęciami. Będzie najwyższa kategoria wiekowa!

Dodano 2021/01/17 789 0

Przez ilu z Was przechodził dreszcz rozkoszy na słowo "FATALITY!" wieńczące Wasz każdy zwycięski pojedynek, kiedy w końcu mogliście raz a dobrze rozprawić się z oponentem? "Mortal Kombat" to nie tylko kultowa gra wideo (w której sam redaktor prowadzący rzeczone newsy występował w turnieju na lanie), ale równie kultowy film kinowy.


Obecnie "Mortal Kombat" to marka, czy też franczyza jak zwykło się pisać i mówić. Na rynku gier wideo tytuł zadebiutował w 1992 roku dzięki firmie Acclaim Entertainment z siedzibą w Nowym Jorku. "Mortal Kombat" był bijatyką, na ówczesne czasy prezentującą się bardzo realistycznie głównie dzięki kilku decyzjom podjętym przez twórców. Przede wszystkim zadbano o unikatowy ruch każdej z postaci zgrany przez motion capture prawdziwych aktorów. Niespotykana wręcz dawka przemocy w grach wideo zaowocowała słusznymi kontrowersjami, ale dodało to tylko medialnego rozgłosu (jak zwykle). O grze zrobiło się głośno, zapalone rzesze fanów nie mogły się doczekać kolejnego starcia z przyjacielem i oczywiście finału każdej walki, czyli FATALITY!. To samo 'fatality' to nic innego jak egzekucja wykonana na przeciwniku, w przypadku każdej postaci inna. Wyrywanie kręgosłupa, palenie żywcem i inne to wisienka na tym plugawym torcie i esencja gry. Jej swoisty znak rozpoznawczy. Bez fatality, "Mortal Kombat" nie byłby tą samą grą. Byłby jedną z wielu mu podobnych. Pewnie niezłą bijatyką, która wylądowałaby n odmętach zapomnienia. Przecież lata 90. oferowały cały wysyp gier spod znaku każdego gatunku, w tym właśnie bijatyk.



Na ekranizacje nie trzeba było długo czekać, bo ta wpadła z przytupem na kinowe sale w 1995 roku dzięki Paulowi Andersonowi. Cóż, jako film w osądzie krytyków i tych bardziej obiektywnych widzów nie było najlepszy. To przecież nie trzymało się kupy, było naciągane, przaśne i kiczowate. A jednak sukces był, bo jako ekranizacja gry (co zdarza się tak rzadko, że wręcz stanowi w branży promil) był doskonały. Efektowne postaci, efekty specjalne, a przede wszystkim muzyka (ścieżka dźwiękowa funkcjonowała długo po premierze i była osobnym, pełnoprawnym produktem, który osiągnął niemały wręcz sukces). Druga część "Mortal Kombat" to już porażka i tytuł, na który wypada opuścić zasłonę milczenia. Franczyza zaliczyła więc krótki żywot, chociaż znacznie lepiej szło jej równolegle na rynku gier wideo.



Wróćmy jednak do tegorocznej premiery, która obecnie datowana jest na 16 kwietnia na HBO MAX! Reżyseruje Simon McQuoid, absolutny świeżak w branży. To prawdziwy ewenement rzucić na pożarcie fanom serii kogoś absolutnie nowego na rynku. Teoretycznie niedoświadczonego filmowca, dla którego "Mortal Kombat" będzie absolutnie pierwszą rzeczą dotyczącą realizacji czegokolwiek. Na ekranie natomiast sama słodycz. Gracze powinni podskakiwać z rozkoszy: Sonya Blade (Jessica McNamee), Scorpion (Hiroyuki Sanada), Sub-Zero (Joe Taslim), Liu Kang (Ludi Lin) i wielu innych. Widzowie zaznajomieni z kinem kopanym z pewnością rozpoznali nazwiska gwiazdorów kojarzonych z tym wspaniałym nurtem, inni, mam nadzieję, przekonają się o ich skuteczności na ekranie. 

Na zdjęciach udostępnionych przez wytwórnie widzimy samo dobro w postaci świetnie zainscenizowanych scen, porządnie wykonanych kostiumów, zaciętych twarzy. Będzie krwawo, będzie górę, będzie się działo.


Komentarze

Brak komentarzy