M. Night Shyamalan wchodzi na plan nowego filmu. Jest plakat, tytuł i zarys fabuły.

Dodano 2020/09/27 389 0

M. Night Shyamalan po premierze "Szóstego zmysłu" był okrzyknięty z miejsca mistrzem suspensu. Każdy kinoman przyzna, że zakończenie filmu z Brucem Willisem i znamienne, kultowe już "I see dead people" potrafiło wbić fotel. Zmieniła się perspektywa całego seansu, a Shyamalan tą zagrywką zmuszał wręcz widza do ponownego obejrzenia swojego filmu. Przecież po słowach małego Cole'a Sear'a (Haley Joel Osment) trzeba było raz jeszcze przyjrzeć się każdemu szczegółowi historii.

Kolejne filmy ugruntowały pozycję twórcy w Hollywood i wskazały go jako filmowca, który bierze się za tematy, które ambitnie godzą kino rozrywkowe z fabułami tajemniczymi, dramatycznymi, a nawet superbohaterskimi. Jego "Niezniszczalny" to najlepszy film i najbardziej ambitny projekt o superbohaterze. Bardzo niedoceniony, wyprzedzający swój czas i posługujący się niezwykle mroczną estetyką. Był bardzo ludzki, a zarazem niezwykle działający na wyobraźnię. W podobnym tonie były "Znaki" i "Osada". Niesamowite pod wieloma względami. Zdecydowanie nie dla wszystkich, ale powoli i mocno wkręcające się w podświadomość widza. Unikatowe. Później przyszło załamanie talentu i pewien moment, gdy Shyamalan dał się ponieść komercji. Wprawdzie jego "Zdarzenie" jeszcze stanęło do nierównej walki z widzem łaknącym blockbusterów (to był utwór wyjątkowo źle przyjęty przez publiczność i krytyków. Moim zdaniem niesprawiedliwie, bo to wciąż jeden z bardziej ambitnych filmów katastroficznych). Niestety "Kobieta w błękitnej wodzie", "1000 lat po Ziemi", "Ostatni władca wiatru" to ciągnące się pasmo porażek nie tylko komercyjnych, ale też artystycznych. Filmy, które uginały się pod ciężarem własnych ogromnych budżetów, były po prostu mdłe, nijakie. Jałowość owych produkcji była widoczna na poziomie konstrukcji scenariusza, bohaterów, miałkiej fabuły. Intrygującym (i udanym) powrotem był firmowany przez niego serial "Servant", wyjątkowo przerażająca wizja opieki nad substytutem dziecka, które zostało w końcu brane za prawdziwe, przyprawiała o ciarki widzów, a tym nowym miłośnikom kina z gatunku mystery przypomniało o nazwisku Shyamalana.

Jeszcze wcześniej mogliśmy zobaczyć kontynuację (chociaż nie było to zaprezentowane wprost!) "Niezniszczalnego", czyli "Split" i "Glass". Jako trylogię można było uznać trzy tytuły niemalże jako dzieło kompletne, chociaż pierwszy epizod wyraźnie górował nad pozostałymi dwoma.



Reżyser, producent i scenarzysta w jednej osobie wykorzystał ten wiatr, który zaczął wiać w jego artystyczne żagle i podjął się kolejnego wyzwania. Tytuł nowego przedsięwzięcia to "Old" (w dosłownym tłumaczeniu to "Stary" chociaż podejrzewam że rodzimy dystrybutor zdecyduje się na inny przekład. O ile w ogóle dojdzie do kinowej dystrybucji). Film jest luźną adaptacją francuskiej powieści graficznej "Sandcastle" autorstwa Pierre'a Oscara Levy'ego i Frederika Peetersa. Scenariusz ma traktować "Sandcastle" jako punkt wyjście i rozpocząć nową opowieść. Fani reżysera powinni mieć to na uwadze i szybciej poznać pierwowzór, nawet jeżeli film ma tylko się do niego odwoływać w kilku szczegółach. We francuskim komiksie wydarzenia kręciły się wokół grupki przyjaciół, którzy znaleźli na plaży zwłoki. W ciągu paru godzin zaczęli się szybko starzeć. Do swojego filmu M. Night Shyamalan pozyskał interesującą obsadę. Na ekranie zobaczymy między innymi  Elizę Scanlen, Thomasin McKenzie, Aarona Pierre, Alexa Wolffa, Vicky Krieps, Abbey Lee, Nikki Amuka-Bird, Kena Leung, Rufusa Sewell, Embeth Davidtz i Emuna Elliotta. Premiera planowana jest na 21 lipca 20201 roku.