"Godzilla vs. Kong" chwalony przez widzów i krytyków. Mają rację

Dodano 2021/04/04 964 0

To niebywała wręcz sytuacja. Dzisiaj, w 2021 roku jeden z tytułów, który powinien być najgorętszym seansem wśród blockbusterów wychodzi tylko w części kin w Stanach Zjednoczonych Ameryki i zalicza jednoczesną premierę na rynkach streamingowych. W kinach w Europie próżno go szukać, widzowie muszą obejść się smakiem i oglądać starcie tytanów na ekranach swoich laptopów (w maju ma być na HBO). Na szczęście autor tego newsa film również widział i spieszy z informacją, że jest to dzieło godne i nietuzinkowe.

uploaded picture
Sprawcą całego zamieszania jest Adam Wingard, reżyser, który w 2014 roku zdobył potężny kredyt zaufania filmem "Gość". Ta zawieszona w największych hitach z VHS najtinsowa rozrywka była jednocześnie świeżym powiewem w kinie akcji. Wingard kłaniał się klasykom wśród akcyjniaków, ale przede wszystkim wniósł do kina swój styl i podpis. Wypada zaznaczyć, że to nie był debiut, a wcześniejsze filmy przeszły raczej bez echa. Od czasu "Gościa" Adam Wingard zalicza wzloty i upadki, a ja jestem chyba jednym z nielicznych, którym bardzo się podobała aktorska wersja mangi zrealizowanej dla platformy Netflix, czyli "Notatnik śmierci". Cóż, wciąż uważam, że "Notatnik śmierci' Wingarda to film niedoceniony. Prawdą jest jednak to, że film nie spodobał się fanom i krytykom i Adam Wingard musiał długo czekać po 2017 roku. Gdy wyszło na jaw, że obejmie funkcję reżysera przy "Godzilla vs. Kong" podłoga i ściany zadrżały. Oto bowiem, twórca może dopuścić się kolejnego świętokradztwa, czyli naruszyć kult zbiorowy, pogrzebać i King Konga i spowodować, że ludzie dodatkowo go znienawidzą za Godzillę. Tak się jednak nie stało i wszyscy są raczej rozentuzjazmowani jego wersją.

uploaded picture

Co dokładnie się udało? Film opowiada o momencie, gdy ludzkość wciąż nękana jest atakami tytanów spod Ziemi, ale ma również pod kontrolą King Konga, a gdy trzeba pomoże nam jeszcze Godzilla. O ile jednak King Kong jest w dobrej komitywie z ludźmi, a w szczególności z małą dziewczynką, która uczy go języka migowego, o tyle Godzilla jest raczej jednostką nieposkromioną i taką, którą łatwo prowokować. Pomysł uczeni mają taki, by w razie ataku Godzilli zdobyć technologię, która drzemie we wnętrzu naszej planety. Pomóc może King Kong, który nosi w sobie mapę do tegoż wnętrza zapisaną genetycznie.

uploaded picture

Film Adama Wingarda porywa od pierwszych minut tempem, które tutaj jest wyśrubowane na maksa. Fabuła natomiast rozgrywa się dwutorowo. Z jednej strony obserwujemy wszystkich ludzi zrzeszonych wokół King Konga i wyprawę do wnętrza Ziemi, z drugiej strony towarzyszymy małej grupce, która chce zdemaskować prawdziwe zamiary zamożnego inwestora. Wingard nie poskąpił swojemu dziełu efektów specjalnych i pełnego napięcia wspomnianego tempa. Akcja w pewnym momencie biegnie tak szybko do przodu, że twórcy robią brutalne przeskoki w fabule. Raz obserwujemy zmagania na oceanie, a zaraz po tym jesteśmy już w kolejnym rozdziale. Wypada to dość specyficznie, bo pomiędzy rozdziałami nie ma żadnego przystanku, ani wprowadzenia, ale pasuje jak ulał do narzuconego biegu historii. Zarówno Godzilla jak i King Kong prezentują się doskonale, ale oczywiście szkoda, że nie możemy ich oglądać w pełnej krasie na wielkich ekranach. To dobry film, który niesie za sobą pewien pro-ekologiczny przekaz, ale również dostarcza sporej frajdy. CGI nie bolą, są porządnie wykonane, a aktorzy doskonale poradzili sobie z wiarygodnym przedstawieniem emocji. Polecam.

Komentarze

Brak komentarzy