"Ghostbusters: Dziedzictwo" to coś więcej niż akcja? Ivan Reitman, reżyser oryginału, był wzruszony po pierwszym pokazie.

Dodano 2021/01/20 867 0

"Ghostbusters: Dziedzictwo" z planowaną premierą na 11 czerwca (polscy dystrybutorzy wciąż trzymają na stronach datę marcową, ale powinniśmy wziąć na tę informację dużą poprawkę) może rzeczywiście przynieść spory powiew świeżości. Zwróćcie zresztą uwagę, jak wymowny jest to tytuł, jednocześnie zataczający koło historii w popkulturze. Otóż "Ghostbusters: Dziedzictwo" jest reżyserowany przez Jasona Reitmana, syna Ivana, czyli reżysera części pierwszej z 1984 roku. To moim zdaniem najlepszy wybór, a odcięcie się od rebootu z 2016 roku, czyli filmu "Ghostbusters: Pogromcy duchów" w reżyserii  Paula Feiga, uważam za decyzję absolutnie na miejscu. Wprawdzie film z 2016 rok nie był kompletną porażką artystyczną, a i w box-officach dawał sobie radę, jednak rzesza fanów oryginalnych pogromców była lekko zniesmaczona nieudanymi, powielanymi w trakcie seansu pomysłami. Wiele było narzekania internetowych komentatorów przy okazji rebootu z 2016 roku. Niewybredne seksistowskie komentarze nie zrobiły dobrej reklamy dla filmu, który niósł za sobą mocne feministyczne przesłanie. To był film z sercem, który nie miał dostatecznie dobrej kampanii reklamowej i być może widzowie nie byli na niego odpowiednio przygotowani.


Ale mamy 2021 roku i na horyzoncie "Ghostbusters: Dziedzictwo". Jaki jest zamysł fabularny? Otóż bardzo intrygujący. Dwójka dzieciaków z matką po nakazie eksmisji przenosi się na farmę w Summerville w stanie Oklahoma. To zapadła dziura, ale teraz ich jedyna szansa na przetrwanie. Farmę odziedziczyli po zmarłym dziadku. Kiedy pobliskie miasteczko doznaje serii tajemniczych incydentów (w tym powtarzających się trzęsień ziemi), młodzi bohaterowie odkrywają rodzinne dziedzictwo. To samo dziedzictwo łączy postać zmarłego krewnego, dziadka, z pogromcami duchów. Tutaj, w Oklahomie w 2021 roku nikt już nie pamięta wydarzeń z 1984 roku z Nowego Jorku, ale historia znowu się powtórzy. Czyżby zmarły dziadek należał do chwalebnej drużyny? Należy zwrócić uwagę, że w obsadzie  "Ghostbusters: Dziedzictwo" widnieje Bill Murray, Ernie Hudson, Dan Aykroyd i Sigourney Weaver, więc czyni to film młodego Reitmana za jeden z bardziej wyczekiwanych tegorocznych filmowych sentymentalnych powrotów. Może przy tej okazji posłużymy się relacją Jasona Reitmana, który tak opisuje seans ojca:



"Mój ojciec rzadko wychodził z domu z powodu Covida. Zrobił jednak test, włożył maskę i pojechał na parking Sony, żeby obejrzeć film z całym naszym studiem zaangażowanym w produkcję. A potem płakał i powiedział: „Jestem dumny, że jestem twoim ojcem”. I to był jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu ”.



Przyznacie, że trudno w tym momencie nie nastawiać się inaczej jak tylko optymistycznie na planowaną premierę. W nowym filmie zobaczymy wschodzące gwiazdy Hollywood, ale nam, widzom, bardzo dobrze już znane. W roli głównej wystąpią więc Finn Wolfhard i Mckenna Grace. Młodzi i doświadczeni aktorzy (szczególnie  Finn Wolfhard, którego znamy przecież z serialu "Stranger Things" i dwóch części filmu "To") z pewnością dodadzą dużo energii do nowych Pogromców. 


Komentarze

Brak komentarzy