6 powodów, dla których "Gangs of London" to najmocniejszy serial sezonu

Dodano 2020/06/17 706 0

Od jakiegoś czasu można już oglądać na platformach streamingowych serial "Gangs of London". Nie stał się on jednak tak popularny u nas w kraju, głównie ze względu na barierę językową. I nie chodzi tu tylko o język angielski. Większość przecież widzów, zaznajomiona z obcym językiem radzi sobie doskonale oglądając seriale w oryginale. Jednak "Gangs of London" to historia, w której biorą udział bohaterowie z nizin społecznych, obcokrajowcy, często operujący niezrozumiałym i trudnym do wychwycenia akcentem, również naleciałościami językowymi przy wtórze ulicznego slangu. Warto jednak dać szansę. Dlaczego natomiast "Gangs of London" to najmocniejszy serial sezonu?


1. Jedną z osób odpowiedzialnych za charakter "Gangs of London" jest Gareth Evans. Evans reżyseruje trzy z dziewięciu odcinków, ale to właśnie on nadał główną tonację i koloryt tej bezkompromisowej opowieści z Londyńskiego półświatka. 


2. "Gangs of London" to naturalne odbicie stylu dylogii "Raid" Garetha Evansa. Jeżeli pamiętacie "Raid" i byliście pod wrażeniem choreografii, potężnej dawki przemocy, walk, które wyglądały jak brudne, wulgarne i brutalne układy taneczne, to "Gangs of London" ma do zaoferowania wiele podobnych scen. 


3. Główna rola przypadła dla Joe Cole'a. To niezwykle utalentowany aktor młodego pokolenia. 32-letni rodowity Londyńczyk ma na swoim koncie wiele doskonałych występów, a przy okazji "Gangs of London" wypada przypomnieć występ w hicie HBO "Peaky Blinders", gdzie Cole wcielił się w Johna Shelby'ego oraz, "Modlitwa przed świtem" - fantastyczna, prawdziwa historia Billy'ego Moore'a, osadzonego w w Tajlandzkim więzieniu. Moore musiał wybić sobie drogę na wolność hartem ducha, a przede wszystkim siłą swoich pięści.


4. "Gangs of London" to historia rodzinna, tak samo ważna dla każdej strony konfliktu. Ta "rodzina" to ciąg trudnych bolesnych opowieści niezależnie od tego, kogo aktualnie dotyka brutalne ramię kryminalne biznesu. Każdy ma tu syna, córkę, ojca i matkę. Każdy również ma swoje racje i trudno opowiedzieć się jednoznacznie za którymś z graczy. Dostarcza to wielu emocji, bo zarówno główni bohaterowie, jak i ci poboczni, mają niezwykle angażują widza przedstawiając swój punkt widzenia na daną sytuację.


5. Do pracy przy serialu zostało zaangażowanych prawie 100 (stu!) kaskaderów, dublerów, choreografów i koordynatorów scen akcji. Większość z tych akcji to bójki, pościgi, brutalna przemoc w środowisku miejskim. Tych, dokładnie 95 ludzi z pionu kaskaderskiego odpowiadało za ostateczny wyraz i brzemienie serialu, twarde i bezkompromisowe.


6. Za zdjęcia odpowiedzialna była trójka wyśmienitych operatorów, uznanych i mających własny autorski styl, który zręcznie dopasowali do mrocznej (realistycznej i nowocześnie brzmiącej) opowieści z kryminalnego londyńskiego półświatka. Martijn van Broekhuizen, Laurent Barès, Matt Flannery bo o nich mowa współpracowali już z najlepszymi, ale przy tej okazji trzeba napisać, że Flannery jest stałym współpracownikiem Evansa, a Laurent Barès, francuski autor zdjęć przysłużył się nurtowi francuskiej ekstremy, dlatego choćby takie filmy jak „Najście” i „Frontière(s)” (oba z 2007 roku) to esencja mroku stopionego z krwawą poświatą.  

Komentarze

Brak komentarzy